Rozmawiając z Nikodemem o narodzeniu do życia nadprzyrodzonego, Pan Jezus powiedział:, „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem” (J 3, 5-6). Dlatego chrzest nazywany jest również „odrodzeniem”.
Modlił się tak, jak modli się każdy człowiek na świecie. Jednak w Jego sposobie modlitwy zawarta była również pewna tajemnica, skoro uczniowie skierowali tak proste i bezpośrednie błaganie: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1 ). A Jezus nie odmawia, nie jest zazdrosny o swoją bliskość z Ojcem.
Translation of "audiencja u papieża" into English . papal audience is the translation of "audiencja u papieża" into English. Sample translated sentence: Potrzeba mu garnituru na jutrzejszą audiencję u papieża. ↔ He needed a suit for tomorrow's Papal audience.
Środa, 11 sierpień 2021 r. „Na cóż więc Prawo?” (Ga 3,19). Wychodząc od tego pytania, św. Paweł ukazuje Galatom nowość życia chrześcijańskiego ożywianego przez Ducha Świętego. Adwersarze Pawła twierdzili, że do zbawienia konieczne jest przestrzeganie przepisów Prawa Mojżeszowego.
Audiencja generalna, 9 listopada 2016 r. co ich popchnęło na drogę przestępczości i jak to się stało, że ulegli różnym formom zła. Jednakże, obok tych
Pamiętając o tym, prosimy Boga o napełnienie wody w chrzcielnicy łaską Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego (por. Obrzędy chrztu dzieci, n. 54). Tym samym woda ta zostaje przemieniona w wodę niosącą w sobie moc Ducha Świętego. I tą wodą, obdarzoną mocą Ducha Świętego, chrzcimy ludzi, chrzcimy dorosłych, dzieci, wszystkich.
EiuXb. W czasie wakacji musimy przeznaczyć chwile dla Boga. Otworzyć Mu nasze życie, kierując ku Niemu jakąś myśl, refleksję, krótką modlitwę, przede wszystkim zaś nie możemy zapominać o niedzieli jako Dniu Pańskim. Tylko w ten sposób nasze życie staje się wielkie, staje się prawdziwym życiem - mówił dziś Benedykt XVI. Publikujemy tekst katechezy. Drodzy bracia i siostry, dziś chciałbym mówić o naprawdę niezwykłej postaci łacińskiego Zachodu: mnichu Rabanie Maurze. Wraz z takimi mężami, jak Izydor z Sewilli, Beda Czcigodny czy Ambroży Autpert, o których mówiłem już w poprzednich katechezach, potrafił on w wiekach tak zwanego wczesnego średniowiecza utrzymywać kontakty z wielką kulturą starożytnych mędrców i Ojców chrześcijańskich. Wspominany często jako „praeceptor Germaniae”, Raban Maur był niezwykle płodny. Dzięki swej całkowicie wyjątkowej zdolności do pracy przyczynił się być może najbardziej ze wszystkich do ożywienia kultury teologicznej, egzegetycznej i duchowej, z której czerpać miały następne stulecia. Do niego odwołują się zarówno wielkie postacie należące do świata monastycyzmu, jak Piotr Damiani, Piotr Czcigodny i Bernard z Clairvaux, jak również coraz większa liczba „kleryków” z duchowieństwa świeckiego, który w XII i XIII wieku torowali drogę jednemu z najpiękniejszych i najbardziej owocnych rozkwitów myśli ludzkiej. Urodzony w Moguncji około 780 roku Raban wstąpił bardzo młodo do klasztoru: przyjął tam imię Maur właśnie w nawiązaniu do młodego Maura, który według II Księgi Dialogów św. Grzegorza Wielkiego powierzony został jeszcze jako dziecko przez własnych rodziców, nobilów rzymskich, opatowi Benedyktowi z Nursji. Już samo to wczesne wejście Rabana jako „puer oblatus” w świat monastycyzmu benedyktyńskiego oraz owoce, jakie czerpał on z niego dla swego rozwoju ludzkiego, kulturowego i duchowego rzuciłyby niezwykle interesujące światło nie tylko na życie mnichów i Kościoła, ale także na całe społeczeństwo jego czasów, zwykle określanych jako okres Karolingów. O nich, a być może o samym sobie Raban Maur pisze: „Są tacy, którzy mieli szczęście poznania Pism we wczesnym dzieciństwie («a cunabulis suis») i karmieni byli tak dobrze pokarmem dawanym im przez Kościół święty, że mogli zostać wyniesieni, dzięki odpowiedniemu wykształceniu, do najwyższych urzędów” (PL 107, zbiór 419BC). Niezwykła kultura, którą wyróżniał się Raban Maur, zwróciła szybko na niego uwagę wielkich postaci tamtych czasów. Został doradcą książąt. Zaangażował się na rzecz zagwarantowania jedności Cesarstwa, a na płaszczyźnie szeroko pojmowanej kultury, nie odmówił nigdy udzielenia każdemu, kto go o to prosił, przemyślanej odpowiedzi, którą czerpał najchętniej z Biblii i z pism świętych Ojców. Wybrany najpierw na opata słynnego klasztoru w Fuldzie, a następnie arcybiskupem rodzinnej Moguncji, nie zarzucił z tego powodu swych studiów, przykładem swego życia pokazując, że można być jednocześnie do dyspozycji innych, nie pozbawiając się z tego powodu czasu na refleksję, naukę i medytację. I tak Raban Maur był egzegetą, filozofem, poetą, pasterzem i mężem Bożym. Diecezje w Fuldzie, Moguncji, Limburgu i Wrocławiu czczą go jako świętego bądź błogosławionego. Dzieła jego wypełniają aż sześć tomów Patrologii Łacińskiej Migne’a. Jemu najprawdopodobniej zawdzięczamy jeden z najpiękniejszych i najbardziej znanych hymnów Kościoła łacińskiego – „Veni Creator Spiritus”, niezwykłą synteze chrześcijańskiej pneumatologii. Pierwsza praca teologiczna Rabana ukazała się bowiem w formie poetyckiej i miała za przedmiot tajemnicę Krzyża Świętego w dziele zatytułowanym „De laudibus Sanctae Crucis”, tak pomyślanym, by przynieść nie tylko pojęcia, ale również bodźce wybitnie artystyczne, wykorzystując zarówno formę poetycką, jak i formę malarską w tym samym ręcznie pisanym kodeksie. Proponując ikonograficznie między wierszami swego dzieła wizerunek Chrystusa ukrzyżowanego, pisze on na przykład: „Oto wizerunek Zbawiciela, który przez ułożenie swoich członków, świętym dla nas czyni najzdrowszy, przesłodki i umiłowany kształt Krzyża, abyśmy wierząc w Jego imię i okazując posłuszeństwo Jego przykazaniom otrzymać mogli życie wieczne dzięki Jego Męce. Za każdym więc razem, gdy wznosimy wzrok ku Krzyżowi, pamiętajmy o Tym, który cierpiał za nas, aby wyrwać nas z mocy ciemności, przyjmując śmierć, byśmy stali się dziedzicami życia wiecznego” (Lib. 1, Fig. 1, PL 107 zb. 151 C). «« | « | 1 | 2 | » | »»
.16 września 2015r. Spotkania Rodzin Środowa Audiencja Generalna z Ojcem św. Franciszkiem Cykl dotyczący tematu rodziny Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. Drodzy bracia i siostry! Jest to nasza ostatnia, finalna refleksja na temat małżeństwa i rodziny. Jesteśmy w przededniu wydarzeń pięknych i trudnych, które są bezpośrednio związane z tym wielkim tematem: Światowego Spotkania Rodzin w Filadelfii i Synodu Biskupów w Rzymie. Obydwa mają znaczenie ogólnoświatowe, odpowiadające powszechnemu wymiarowi chrześcijaństwa, ale także uniwersalnemu zakresowi tej podstawowej i niezastąpionej wspólnoty ludzkiej, jaką jest właśnie rodzina. Obecne zmiany cywilizacyjne zdają się naznaczone długoterminowymi skutkami społeczeństwa rządzonego przez technokrację ekonomiczną. Podporządkowanie etyki logice zysku dysponuje znacznymi zasobami i ogromnym wsparciem mediów. W tym scenariuszu nowe przymierze mężczyzny i kobiety nabiera także strategicznego znaczenia dla wyzwolenia ludów z kolonizacji pieniądza. To przymierze powinno na nowo ukierunkowywać politykę, gospodarkę i współżycie obywatelskie! Decyduje ono o uczynienia Ziemi możliwą do zamieszkania, przekazywaniu poczucia życia, więzi pamięci i nadziei. Wspólnota małżeńsko-rodzinna mężczyzny i kobiety jest językiem rodzącym to przymierze, "złotym węzłem", możemy powiedzieć. Wiara go czerpie z mądrości Bożego stworzenia: Bóg, który powierzył je rodzinie nie dba o nią w intymności będącej celem samym w sobie, ale w ekscytującym projekcie, aby świat uczynić bardziej "domowym". Właśnie z biblijnego Słowa stworzenia zaczerpnęliśmy inspirację podstawową w naszych krótkich środowych rozważaniach o rodzinie. Z tego Słowa możemy i musimy ponownie głęboko i szeroko zaczerpnąć. Czeka nas zadanie wielkie, ale również bardzo ekscytujące. Boże stworzenie nie jest jedynie przesłanką filozoficzną: jest powszechną perspektywą wiary! Nie ma odrębnego Bożego planu stworzenia i jego zbawienia. To dla zbawienia stworzenia - wszelkiego stworzenia Bóg stał się człowiekiem: "dla nas ludzi i dla naszego zbawienia"- jak mówi Credo. A Jezus zmartwychwstały jest "Pierworodnym wobec każdego stworzenia" (Kol 1,15). Świat stworzony powierzony jest mężczyźnie i kobiecie: to, co dzieje się między nimi nadaje znamię wszystkiemu. Ich odrzucenie Bożego błogosławieństwa prowadzi nieuchronnie do megalomanii, która wszystko niszczy. To właśnie nazywamy "grzechem pierworodnym". A wszyscy rodzimy się dziedzicząc tę chorobę. Niemniej jednak, nie jesteśmy przeklęci, ani też pozostawieni samym sobie. Starożytna opowieść o pierwszej miłości Boga do mężczyzny i kobiety miała już strony zapisane pod tym względem ogniem: "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej" (Rdz 3,15a). To słowa, jakie Bóg kieruje do zwodzącego węża. Poprzez te słowa Bóg naznacza kobietę barierą ochronną przed złem, do której może się odwołać - jeśli zechce - dla każdego pokolenia. Oznacza to, że kobieta niesie tajemne i specjalne błogosławieństwo, by bronić swego stworzenia od złego! Jak Niewiasta w Apokalipsie, która biegnie, aby ukryć syna przed smokiem, a Bóg ją chroni (por. Ap 12,6). Pomyślcie jakie głębie się tutaj otwierają! Istnieje wiele frazesów, czasem nawet obraźliwych o kuszącej kobiecie, która nakłania do zła. Jednakże potrzebna jest taka teologia kobiety, która odpowiadałaby temu błogosławieństwu Bożemu dla niej i dla potomstwa! W każdym razie nigdy nie brakuje miłosiernej Bożej opieki względem zarówno kobiety jak i mężczyzny. Nie zapominajmy o tym! Symboliczny język Biblii mówi nam, że Bóg dla Adama i jego żony, zanim usunął ich z ogrodu Eden, sporządził odzienie ze skór i przyodział ich (por. Rdz 3,21). Ten gest czułości oznacza, że nawet w bolesnych konsekwencjach naszego grzechu, Bóg nie chce byśmy zostali nadzy i opuszczeni w naszym losie grzeszników. Tę Bożą czułość, tę troskę o nas widzimy ucieleśnioną w Jezusie z Nazaretu, Synu Bożym, "zrodzonym z niewiasty" (Ga 4,4). A Paweł mówi: "Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami" (Rz 5,8). Obietnica, jaką Bóg składa mężczyźnie i kobiecie u początków historii obejmuje wszystkie istoty ludzkie, aż do kresu historii. Jeśli mamy wystarczająco dużo wiary, rodziny narodów ziemi rozpoznają siebie w tym błogosławieństwie. W każdym razie każdy, kto pozwala się poruszyć tą wizją, niezależnie od tego, do jakiego ludu, narodu, religii należy niech wyruszy z nami w drogę. Będzie naszym bratem i siostrą. Niech Bóg was błogosławi, rodziny każdego zakątka ziemi! Niech was Bóg błogosławi! Słowa Ojca świętego do Polaków Pozdrawiam serdecznie pielgrzymów polskich. "Wychowywać do pełni człowieczeństwa" to hasło odbywającego się w tych dniach w waszym kraju Tygodnia Wychowania. Nawiązując do postaci św. Jana Bosko w 200. rocznicę jego urodzin, biskupi polscy pragną przypomnieć aktualność i skuteczność stosowanych przez niego metod wychowawczych. Niech jego słowa powtarzane do młodzieży: "Dla was żyję, dla was pracuję, dla was jestem gotowy oddać moje życie" będą wskazówką dla wszystkich wychowawców: rodziców, katechetów i nauczycieli. Tym, którzy podejmują trud wychowawczy i wam wszystkim tu obecnym z serca błogosławię. A P E L : W najbliższą sobotę udaję sie w podróż apostolską na Kubę i do USA, to misja z którą wiążę wielką nadzieję. Zasadniczym powodem tej podróży jest VIII Światowe Spotkanie Rodzin, które odbędzie sie w Filadelfii. Udam sie również do siedziby centralnej ONZ w siedemdziesiątą rocznicę założenia. Już teraz serdecznie pozdrawiam naród kubański i Stanów Zjednoczonych, którzy pod przewodnictwem swoich pasterzy duchowo się przygotowali (do tej mojej wizyty). Proszę wszystkich o towarzyszenie mi modlitwą, przyzywając światło i moc Ducha Świętego i wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny, patronki Kuby, jako Matki Boskiej Miłosiernej z El Cobre i patronki Stanów Zjednoczonych Ameryki jako Maryi Niepokalanie Poczętej. Papież Franciszek 16 września 2015 roku tłumaczenie: Radio watykańskie Źródło: Radio Maryja * * * . 30 września 2015r. "Misjonarza Miłosierdzia". Środowa Audiencja Generalna z Ojcem św. Franciszkiem Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. Drodzy bracia i siostry! W minionych dniach odbyłem podróż apostolską na Kubę i do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Zrodziła się ona z chęci uczestniczenia w VIII Światowym Spotkaniu Rodzin, od dawna zaplanowanym w Filadelfii. Ten "pierwotny obszar" poszerzył się do wizyty w Stanach Zjednoczonych Ameryki oraz w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych, a później również na Kubie, która stała się pierwszym etapem na trasie podróży. Ponownie wyrażam wdzięczność prezydentowi Castro, prezydentowi Obamie i sekretarzowi generalnemu Ban Ki-moonowi za zgotowane mi przyjęcie. Serdecznie dziękuję braciom biskupom oraz wszystkim współpracownikom za wielkie dzieło dokonane z ożywiającej je miłości do Kościoła. Na Kubie, kraju bogatym w piękno naturalne, kulturę i wiarę przedstawiłem się jako "Misjonarza Miłosierdzia". Boże Miłosierdzie jest większe od jakiejkolwiek rany, jakiegokolwiek konfliktu czy ideologii. Tym spojrzeniem miłosierdzia mogłem objąć cały naród kubański, w kraju i za granicą, niezależnie od wszelkich podziałów. Symbolem tej głębokiej jedności kubańskiej duszy jest Matka Boża Miłosierdzia z Cobre, która dokładnie przed stu laty została ogłoszona Patronką Kuby. Udałem się jako pielgrzym do sanktuarium tej Matki nadziei, Matki, która prowadzi na drodze sprawiedliwości, pokoju, wolności i pojednania. Mogłem dzielić z Kubańczykami nadzieję na spełnienie przepowiedni Świętego Jana Pawła II: aby Kuba otworzyła się na świat, a świat otworzył się na Kubę. Aby nie było już więcej zamknięcia, wykorzystywania ubóstwa, ale aby nastała wolność w godności. Taka jest droga, która ożywia serca wielu młodych Kubańczyków: nie droga ucieczki, łatwych pieniędzy, ale droga odpowiedzialności, służby bliźniemu, troska o to, co kruche. Jest to droga, która czerpie siłę z chrześcijańskich korzeni tego narodu, który tak wiele wycierpiał. Droga na której dodałem szczególnej otuchy kapłanom i wszystkim osobom konsekrowanym, studentom i rodzinom. Niech Duch Święty, przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, sprawi wzrost rzuconych ziaren. Podróż z Kuby do Stanów Zjednoczonych Ameryki miała wymiar symboliczny, mostu, który dzięki Bogu jest odbudowywany. Bóg zawsze chce budować mosty; to my stawiamy mury! A w Stanach Zjednoczonych podróż miała trzy etapy: Waszyngton, Nowy Jork i Filadelfia. W Waszyngtonie spotkałem się z przedstawicielami władz politycznych, zwykłymi ludźmi, biskupami, kapłanami i osobami konsekrowanymi, najuboższymi i zepchniętymi na margines. Przypomniałem, że największym bogactwem tego kraju i jego mieszkańców jest jego dziedzictwo duchowe i etyczne. Chciałem w ten sposób zachęcić do rozwoju społeczeństwa w wierności jego podstawowemu założeniu a mianowicie, że wszyscy ludzie stworzeni są przez Boga równymi i obdarzeni niezbywalnymi prawami, takimi jak prawo do życia, do wolności i dążenia do szczęścia. Te wartości, wspólne dla wszystkich, znajdują swoją pełnię w Ewangelii, jak to wyraźnie ukazała kanonizacja ojca Junipero Serra, franciszkanina, wielkiego ewangelizatora Kalifornii. Święty Juniper wskazuje drogę radości: iść i dzielić się z innymi miłością Chrystusa. To jest droga chrześcijanina, ale także każdego człowieka, który poznał miłość, nie trzymać jej dla siebie, ale dzielić się nią z innymi. Na tym fundamencie religijnym i moralnym zrodziły się i rozwinęły Stany Zjednoczone Ameryki i na tym fundamencie mogą one być nadal krajem wolności i gościnności a także współpracować na rzecz świata bardziej sprawiedliwego i braterskiego. W Nowym Jorku dane mi było odwiedzić centralną siedzibę ONZ i pozdrowić wszystkich jej pracowników. Odbyłem rozmowy z sekretarzem generalnym oraz przewodniczącymi ostatnich Zgromadzeń Ogólnych i Rady Bezpieczeństwa. Przemawiając do przedstawicieli narodów, śladem moich poprzedników ponowiłem poparcie Kościoła katolickiego dla tej instytucji oraz jej roli w promowaniu rozwoju i pokoju, przypominając zwłaszcza konieczność zgodnego i rzeczywistego zaangażowania w troskę o stworzenie. Ponowiłem także apel o powstrzymanie i zapobieganie przemocy wobec mniejszości etnicznych i religijnych oraz przeciwko ludności cywilnej. Modliliśmy się o pokój i braterstwo pod pomnikiem na Ground Zero, wraz z przedstawicielami religii, krewnymi wielu tam poległych i z mieszkańcami Nowego Jorku, tak bogatego w różnorodność kulturową. A w intencji pokoju i sprawiedliwości sprawowałem Eucharystię w hali Madison Square Garden. Zarówno w Waszyngtonie jak i w Nowym Jorku miałem możliwość spotkania się z pewnymi instytucjami charytatywnymi i wychowawczymi będącymi symbolem ogromnej pracy jaką wspólnoty katolickie - kapłani, zakonnice, zakonnicy, osoby świeckie - wykonują w tych dziedzinach. Punktem kulminacyjnym tej podróży było Światowe Spotkanie Rodzin w Filadelfii, gdzie horyzont poszerzył się na cały świat przez, że tak powiem "pryzmat" rodziny. Rodzina, to znaczy płodne przymierze między mężczyzną a kobietą, jest odpowiedzią na wielkie wyzwanie naszego świata, które jest podwójnym wyzwaniem: rozdrobnienia i umasowienia - dwóch skrajności, które współistnieją i wzajemnie się wspierają oraz wspólnie umacniają konsumpcyjny model ekonomiczny. Rodzina jest odpowiedzią, ponieważ jest komórką takiego społeczeństwa, które równoważy wymiar osobisty i społeczny, a który jednocześnie może być modelem zrównoważonego zarządzania dobrami i zasobami stworzenia. Rodzina jest głównym podmiotem ekologii integralnej, ponieważ jest głównym podmiotem społecznym, zawierającym w sobie dwie podstawowe zasady ludzkiej cywilizacji na ziemi: zasadę komunii oraz zasadę płodności. Humanizm biblijny przedstawia nam następującą ikonę: para ludzi, zjednoczona i płodna, umieszczona przez Boga w ogrodzie świata, aby go uprawiać i strzec. Pragnę wyrazić moje braterskie i serdeczne podziękowanie ks. biskupowi Chaput, Arcybiskupowi Filadelfii, za jego zaangażowanie, pobożność i entuzjazm oraz miłość do rodziny w zorganizowaniu tego wydarzenia. Jeśli przyjrzymy się bliżej, to nie przypadek, ale dzieło Opatrzności, że to przesłanie, co więcej, to świadectwo Światowego Spotkania Rodzin wychodzi w tym momencie ze Stanów Zjednoczonych Ameryki, to znaczy z kraju, który w ubiegłym wieku osiągnął maksymalny rozwój gospodarczy i technologiczny bez negacji swoich korzeni religijnych. Obecnie właśnie te korzenie domagają się ponownego wyjścia od rodziny, aby przemyśleć i zmienić wzorzec rozwoju, dla dobra całej rodziny ludzkiej. Papież: Pozdrawiam serdecznie Polaków i dziękuję za modlitwę w dniach mojej Podróży Apostolskiej na Kubę i do Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj witam szczególnie Siostry Sercanki, które przybyły wraz z Matą Generalną, by dziękować Bogu, tu w sercu Kościoła, za dar beatyfikacji Matki Klary Ludwiki Szczęsnej, współzałożycielki ich Zgromadzenia, wyniesionej do chwały ołtarzy w minioną niedzielę w Krakowie. Swoim życiem uczy nas ona oddania Bogu, pokornej służby bliźnim, życia duchem Ewangelii, wrażliwości na biednych, zagubionych, potrzebujących pomocy. Niech motto jej życia: "Wszystko dla Serca Jezusowego" będzie dla nas wyzwaniem, by w życiu wszystko spełniać według woli Bożej. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Papież Franciszek 30 września 2015 roku tłumaczenie: Radio watykańskie i Radio Maryja Źródło: Radio Maryja * * * . 7 października 2015r. między Kościołem a rodziną Środowa Audiencja Generalna z Ojcem św. Franciszkiem Zakładki: 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. Drodzy bracia i siostry! Kilka dni temu rozpoczął się Synod Biskupów na temat: "Powołanie i misja rodziny w Kościele i świecie współczesnym". Rodzina podążająca drogą Pana ma fundamentalne znaczenie dla świadectwa o miłości Boga i dlatego zasługuje na całe poświęcenie, do jakiego zdolny jest Kościół. Synod wezwany jest do zinterpretowania na dziś tej troski i tej opieki Kościoła. Będziemy jemu towarzyszyć przede wszystkim poprzez naszą modlitwę i nasze zainteresowanie. W tym okresie katechezy będą refleksjami inspirowanymi pewnymi aspektami głębokiej relacji - którą całkiem słusznie możemy określić jako nierozerwalną! - między Kościołem a rodziną, z perspektywą otwartą na dobro całej wspólnoty ludzkiej. Uważne spojrzenie na codzienne życie współczesnych mężczyzn i kobiet natychmiast ukazuje, iż wszędzie potrzeba silnej dawki ducha rodzinnego. Bowiem styl relacji - cywilnych, ekonomicznych, prawnych, zawodowych, obywatelskich wydaje się bardzo racjonalny, formalny, zorganizowany, ale także bardzo "odwodniony", suchy, anonimowy. Czasami staje się nieznośny. Pomimo, że w swoich formach chciałby być inkluzywny, w rzeczywistości zostawia w samotności i odrzuceniu coraz więcej osób. Dlatego właśnie rodzina otwiera całemu społeczeństwu perspektywę znacznie bardziej ludzką: otwiera oczy dzieci na życie - i to nie tylko wzrok, ale także wszystkie inne zmysły - stanowiąc wizję ludzkich relacji budowanych na wolno zawartym przymierzu miłości. Rodzina wprowadza w potrzebę więzi wierności, szczerości, zaufania, współpracy, szacunku; zachęca do ochrony świata, w którym można mieszkać i do uwierzenia w relacje zaufania, nawet w trudnych warunkach; uczy dochowania danego słowa, poszanowania poszczególnych osób, dzielenia ograniczeń osobistych a także drugiego. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z niezastępowalności rodzinnej troski o członków najmniejszych, najsłabszych, najbardziej zranionych a nawet najbardziej zniszczonych na drogach swego życia. Ten, kto w społeczeństwie realizuje takie postawy, przyswoił je sobie z ducha rodzinnego, a nie z ducha współzawodnictwa i pragnienia samorealizacji. A jednak, choć o tym wszystkim wiemy, nie nadaje się rodzinie należytej wagi, ani też uznania czy wsparcia w organizacji politycznej i ekonomicznej współczesnego społeczeństwa. Chciałbym powiedzieć więcej: rodzina nie tylko nie ma odpowiedniego uznania, ale nie powoduje już uczenia się! Czasami chciałoby się powiedzieć, że nowoczesne społeczeństwo z całą swoją wiedzą i techniką nie potrafi przetłumaczyć tej wiedzy na lepsze formy współżycia obywatelskiego. Nie tylko organizacja życia wspólnego coraz bardziej grzęźnie w biurokracji całkowicie obcej podstawowym ludzkim więziom, ale wręcz obyczaj społeczny i polityczny często wykazuje oznaki degradacji - agresywność, wulgarność, pogarda ... znajdujące się znacznie poniżej progu choćby minimalnej edukacji rodzinnej. W takiej sytuacji skrajne przeciwieństwa tego upodlenia relacji - to znaczy otępienie technokratyczne i amoralizm familijny łączą się ze sobą i wzajemnie wspierają. To paradoks. Kościół rozpoznaje dziś, właśnie w tym punkcie, historyczny sens swojej misji w odniesieniu do rodziny i autentycznego ducha rodzinnego: począwszy od uważnej rewizji życia, która dotyczy jego samego. Można by rzec, że "duch rodzinny" jest dla Kościoła kartą konstytucyjną: tak chrześcijaństwo powinno się jawić i takim powinno być. "Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga" (Ef 2,19) - pisze św. Paweł. Kościół jest i powinien być Bożą rodziną. Jezus, kiedy wezwał Piotra, by za Nim poszedł, powiedział jemu, że stanie się "rybakiem ludzi". Do tego potrzebujemy nowego rodzaju sieci. Możemy powiedzieć, że dziś rodziny są jedną z najważniejszych sieci dla Piotra i misji Kościoła. Nie jest to sieć, która zniewala! Przeciwnie wyzwala ze złych wód opuszczenia i obojętności, które topią wiele istot ludzkich w morzu samotności i obojętności. Rodziny dobrze wiedzą, czym jest godność poczucia się dziećmi, a nie niewolnikami czy obcymi, czy tylko numerem dowodu tożsamości. To z rodziny Jezus rozpoczyna swoją pielgrzymkę między ludźmi, aby ich przekonać, że Bóg o nich nie zapomniał. To z rodziny Piotr czerpie siły dla swojej posługi. Stąd Kościół, będąc posłusznym słowu Nauczyciela, wychodzi by łowić na głębi, będąc pewnym, że jeśli się tak stanie, to połów będzie wspaniały. Oby entuzjazm ojców synodalnych, ożywionych Duchem Świętym wzniecił poryw Kościoła porzucającego stare sieci i podejmującego połów, ufając w słowo swego Pana. Módlmy się o to intensywnie! Chrystus obiecał zresztą i dodaje nam otuchy: jeśli nawet źli ojcowie nie odmawiają chleba swoim zgłodniałym dzieciom, to czyż Bóg nie da Ducha tym, którzy, choć niedoskonali, proszą o to z żarliwą natarczywością (por. Łk 11,9-13). Słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków Serdecznie pozdrawiam polskich pielgrzymów. W sposób szczególny witam liczną grupę pracowników i wolontariuszy Caristas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, jak również zakonników i zakonnice, którzy w różnych stronach świata prowadzą duszpasterstwo polskiej emigracji. Kochani, jednoczy was duch wiary i miłości Chrystusa, którego z zaangażowaniem usiłujecie nieść wszystkim, którzy potrzebują waszego materialnego i duchowego wsparcia. Matce Bożej Różańcowej, patronce dnia dzisiejszego, zawierzam was i tych, którym służycie. Jej matczyna opieka niech będzie dla was źródłem pokoju i siły. Niech Bóg błogosławi wszystkich was tu obecnych i waszych najbliższych.. Papież Franciszek 7 października 2015 roku tłumaczenie: Radio watykańskie Źródło: Radio Maryja * * * Papież Franciszek .
Wiecie, że istnieje otwarta droga do tego, by papież osobiście pobłogosławił nowożeńców? Ale spełnić trzeba specjalne warunki. Z tego materiału dowiecie się szczegółów. Kto nie marzy o tym, by spotkać papieża na audiencji prywatnej? To bardzo trudne, ale nie niemożliwe… Oto mała podpowiedź, jakie są przeciwieństwie do innych religii czy wyznań chrześcijańskich, Kościół katolicki ma szczęście (którego nam zazdroszczą), że mamy wyjątkowego szefa: papieża. To naturalne więc dla każdego katolika, że chciałby spotkać następcę apostołów, „słodkiego Chrystusa na ziemi” – jak mówiła św. Katarzyna ze także:Ta para wzięła ślub kościelny na pokładzie samolotu. A Franciszek im pobłogosławiłAle jest tylko jeden papież na 1,3 miliarda katolików… I w Rzymie prośby o audiencję rozpatruje mała Prefektura Apostolska, która zajmuje się agendą audiencja generalnaNajprostszym i najpowszechniejszym sposobem, by spotkać się z papieżem jest wzięcie udziału w audiencji generalnej. Odbywają się one w każdą środę na placu św. Piotra (o ile pogoda pozwala) albo w auli św. Pawła w jest to więc spotkanie osobiste z papieżem, ale Ojciec Święty głosi katechezę tłumaczoną na wiele języków. Papież wita następnie wiernych i zwykle wymienia jedną lub dwie grupy z różnych papież bardzo przestrzega nieformalnego zwyczaju wymiany uścisków z wiernymi przed rozpoczęciem audiencji – i nawet zrobienia kilku to dotyczy głównie dzieci albo chorych. Kiedy papież przechodzi pomiędzy wiernymi – lub gdy jedzie wolno papamobile, w przypadku audiencji na placu św. Piotra – warto starać się podsunąć mu dziecko, by je pobłogosławił albo poprosić o błogosławieństwo. To jest możliwe. I przede wszystkim zalecane jest, by przyjść wcześniej, tak by zająć najlepsze, najbliższe papieżowi trzeba zrobić, by uczestniczyć w audiencji generalnej? Nic prostszego: wystarczy napisać do Prefektury Apostolskiej, podając swoje nazwisko, datę audiencji i liczbę biletów/wejściówek, jakie chcemy uzyskać. Jedyna (mała) trudność polega na tym, że prośby przesyła się wyłącznie pocztą albo faxem! Ale za to bilety/wejściówki są za darmo. Wystarczy wysłać prośbę kilka dni wcześniej. Rada dla spóźnialskich: można też zwrócić się do strażników z Gwardii Szwajcarskiej przy drzwiach św. Anny, czy nie zostało kilka wolnych miejsc…Dla uprzywilejowanych: ucałowanie dłoniDla uprzywilejowanych istnieje baciamano – „ucałowanie dłoni” – zwyczaj, wedle którego można ucałować Pierścień Rybaka na palcu papieża. Na końcu audiencji niektórzy mogą pozdrowić papieża osobiście. To zwykle krótki, ale uroczysty moment: jest przy nim obecny papieski fotograf i można zdobyć zrobione zdjęcie za pośrednictwem serwisu fotograficznego „L’Osservatore Romano”.Niestety, baciamano jest ograniczane. Częściej mają do niego okazję biskupi – wystarczy, że wyrażą taką chęć. W przypadku wiernych prośba do papieża o taką możliwość musi pochodzić od biskupa albo kardynała. Teoretycznie rekomendacja może wyjść ze strony proboszcza parafii, ale takie prośby są czasami zbyt także:Policjantka spadła ze spłoszonego konia. Na pomoc ruszył jej sam papież [WIDEO]W dodatku, trzeba mieć do tego „dobry” powód: na przykład publikację religijnej książki, przyjazd z długą pielgrzymką… Na przykład student może pozdrowić papieża po wielu miesiącach stażu w rzymskiej jest to więc łatwe, chyba że podlegasz szczególnej kategorii: nowożeńców. W tym celu trzeba przybyć do Rzymu w ciągu trzech miesięcy od daty ślubu, dostarczyć wcześniej Prefekturze Apostolskiej potwierdzenie zawarcia małżeństwa. I jeszcze – tradycja każe, by stawić się na audiencję w ślubnych strojach! To względnie proste do spełnienia wymaganie w przypadku męża, ale dla młodej żony…Podobnie jak z baciamano, istnieje możliwość, by krótko pozdrowić papieża podczas mszy, które odprawia. Na przykład podczas procesji składania darów przez wiernych, którzy przekazują je papieżowi. To często okazja, by skierować do papieża słowo, modlitwę, podziękowania. W tym przypadku wymagana jest ta sama procedura jak przy baciamano, ale o uzyskanie zgody jest trudniej, zwłaszcza że publiczne uroczystości sprawowane przez papieża są w kaplicy Domu św. MartyKażdego (lub prawie) ranka, papież Franciszek celebruje mszę w kaplicy w Domu św. Marty, gdzie mieszka. Do dyspozycji jest ok. 50 miejsc. Połowa zarezerwowana jest dla mieszkańców Rzymu, którego papież jest biskupem, na tej zasadzie zaproszeni są proboszczowie rzymskich kościołów z ok. 20 osobami ze swoich pielgrzymów możliwe jest ubieganie się o możliwość uczestniczenia w takiej mszy, ale z uwagi na liczbę próśb trzeba być bardzo elastycznym w ustalaniu daty. Priorytet mają prośby osób, które obchodzą rocznicę zawarcia małżeństwa (10 albo 25 lat). Pod koniec uroczystości wszyscy obecni mogą pozdrowić audiencje prywatnePapież udziela audiencji prywatnych szczególnym grupom. Mimo że papież Franciszek przyjmuje dużo – średnio jedną grupę dziennie – ta możliwość jest oczywiście najbardziej ograniczona. Dla dużych grup audiencja prywatna odbywa się zwykle w Sali Klementyńskiej w Pałacu Apostolskim. Zwykle grupy są uczestnikami kongresu organizowanego przez Watykan albo złożone są z papież przyjmuje grupy pielgrzymów. I tak, 19 października 2017 roku 80 uczniów ze szkoły katolickiej Instytut des Chartreux z Lyonu miało taką możliwość. By mieć szansę na audiencję prywatną, należy znaleźć się w grupie rekomendowanej przez biskupa lub kardynała. W tym przypadku trudno nie dostrzec starań arcybiskupa Lyonu, obecnego w Rzymie dwa tygodnie przed tym wreszcie, najlepszym sposobem, by uzyskać prywatną audiencję z szefem Kościoła katolickiego jest być… szefem państwa! Z zasady papież Franciszek – tak jak jego poprzednicy – zgadza się przyjąć wszystkich znanych szefów państw. Spotkanie trwa zwykle 20-30 minut, za zamkniętymi drzwiami, w bibliotece prywatnej papieża w Pałacu Apostolskim w także:Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach! Zdjęcia Wojtyły z górskich wyprawTekst pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia
W czasie wakacji musimy przeznaczyć chwile dla Boga. Otworzyć Mu nasze życie, kierując ku Niemu jakąś myśl, refleksję, krótką modlitwę, przede wszystkim zaś nie możemy zapominać o niedzieli jako Dniu Pańskim. Tylko w ten sposób nasze życie staje się wielkie, staje się prawdziwym życiem - mówił dziś Benedykt XVI. Publikujemy tekst katechezy. Drodzy bracia i siostry, dziś chciałbym mówić o naprawdę niezwykłej postaci łacińskiego Zachodu: mnichu Rabanie Maurze. Wraz z takimi mężami, jak Izydor z Sewilli, Beda Czcigodny czy Ambroży Autpert, o których mówiłem już w poprzednich katechezach, potrafił on w wiekach tak zwanego wczesnego średniowiecza utrzymywać kontakty z wielką kulturą starożytnych mędrców i Ojców chrześcijańskich. Wspominany często jako „praeceptor Germaniae”, Raban Maur był niezwykle płodny. Dzięki swej całkowicie wyjątkowej zdolności do pracy przyczynił się być może najbardziej ze wszystkich do ożywienia kultury teologicznej, egzegetycznej i duchowej, z której czerpać miały następne stulecia. Do niego odwołują się zarówno wielkie postacie należące do świata monastycyzmu, jak Piotr Damiani, Piotr Czcigodny i Bernard z Clairvaux, jak również coraz większa liczba „kleryków” z duchowieństwa świeckiego, który w XII i XIII wieku torowali drogę jednemu z najpiękniejszych i najbardziej owocnych rozkwitów myśli ludzkiej. Urodzony w Moguncji około 780 roku Raban wstąpił bardzo młodo do klasztoru: przyjął tam imię Maur właśnie w nawiązaniu do młodego Maura, który według II Księgi Dialogów św. Grzegorza Wielkiego powierzony został jeszcze jako dziecko przez własnych rodziców, nobilów rzymskich, opatowi Benedyktowi z Nursji. Już samo to wczesne wejście Rabana jako „puer oblatus” w świat monastycyzmu benedyktyńskiego oraz owoce, jakie czerpał on z niego dla swego rozwoju ludzkiego, kulturowego i duchowego rzuciłyby niezwykle interesujące światło nie tylko na życie mnichów i Kościoła, ale także na całe społeczeństwo jego czasów, zwykle określanych jako okres Karolingów. O nich, a być może o samym sobie Raban Maur pisze: „Są tacy, którzy mieli szczęście poznania Pism we wczesnym dzieciństwie («a cunabulis suis») i karmieni byli tak dobrze pokarmem dawanym im przez Kościół święty, że mogli zostać wyniesieni, dzięki odpowiedniemu wykształceniu, do najwyższych urzędów” (PL 107, zbiór 419BC). Niezwykła kultura, którą wyróżniał się Raban Maur, zwróciła szybko na niego uwagę wielkich postaci tamtych czasów. Został doradcą książąt. Zaangażował się na rzecz zagwarantowania jedności Cesarstwa, a na płaszczyźnie szeroko pojmowanej kultury, nie odmówił nigdy udzielenia każdemu, kto go o to prosił, przemyślanej odpowiedzi, którą czerpał najchętniej z Biblii i z pism świętych Ojców. Wybrany najpierw na opata słynnego klasztoru w Fuldzie, a następnie arcybiskupem rodzinnej Moguncji, nie zarzucił z tego powodu swych studiów, przykładem swego życia pokazując, że można być jednocześnie do dyspozycji innych, nie pozbawiając się z tego powodu czasu na refleksję, naukę i medytację. I tak Raban Maur był egzegetą, filozofem, poetą, pasterzem i mężem Bożym. Diecezje w Fuldzie, Moguncji, Limburgu i Wrocławiu czczą go jako świętego bądź błogosławionego. Dzieła jego wypełniają aż sześć tomów Patrologii Łacińskiej Migne’a. Jemu najprawdopodobniej zawdzięczamy jeden z najpiękniejszych i najbardziej znanych hymnów Kościoła łacińskiego – „Veni Creator Spiritus”, niezwykłą synteze chrześcijańskiej pneumatologii. Pierwsza praca teologiczna Rabana ukazała się bowiem w formie poetyckiej i miała za przedmiot tajemnicę Krzyża Świętego w dziele zatytułowanym „De laudibus Sanctae Crucis”, tak pomyślanym, by przynieść nie tylko pojęcia, ale również bodźce wybitnie artystyczne, wykorzystując zarówno formę poetycką, jak i formę malarską w tym samym ręcznie pisanym kodeksie. Proponując ikonograficznie między wierszami swego dzieła wizerunek Chrystusa ukrzyżowanego, pisze on na przykład: „Oto wizerunek Zbawiciela, który przez ułożenie swoich członków, świętym dla nas czyni najzdrowszy, przesłodki i umiłowany kształt Krzyża, abyśmy wierząc w Jego imię i okazując posłuszeństwo Jego przykazaniom otrzymać mogli życie wieczne dzięki Jego Męce. Za każdym więc razem, gdy wznosimy wzrok ku Krzyżowi, pamiętajmy o Tym, który cierpiał za nas, aby wyrwać nas z mocy ciemności, przyjmując śmierć, byśmy stali się dziedzicami życia wiecznego” (Lib. 1, Fig. 1, PL 107 zb. 151 C). Ta metoda łączenia wszystkich sztuk, intelektu, serca i zmysłów, która pochodziła ze Wschodu, miała się niebywale rozwinąć na Zachodzie, sięgając niezrównanych szczytów w kodeksach zdobionych miniaturami Biblii i w innych dziełach wiary i sztuki, które kwitły w Europie aż do wynalezienia druku, a nawet później. W każdym razie wykazuje ona u Rabana Maura niezwykłą świadomość konieczności włączenia do doświadczenia wiary nie tylko umysłu i serca, ale także zmysłów przez inne aspekty smaku estetycznego i ludzkiej wrażliwości, które prowadzą człowieka do korzystania z prawdy całym sobą, „duchem, duszą i ciałem”. To jest ważne: wiara jest nie tylko myślą, ale dotyka całego naszego jestestwa. Ponieważ Bóg stał się człowiekiem z krwi i kości, wszedł w świat zmysłów, my we wszystkich wymiarach naszego bytu musimy szukać i spotykać Boga. Tak oto rzeczywistość Boga, przez wiarę, przenika w nasz byt i go przemienia. Dlatego Raban Maur skupił swą uwagę przede wszystkim na Liturgii jako syntezie wszystkich wymiarów naszego postrzegania rzeczywistości. Ta intuicja Rabana Maura sprawia, że jest on niezwykle aktualny. Pozostawił po sobie również słynne „Carmina”, które miały być wykorzystywane nade wszystko podczas sprawowania liturgii. W istocie było bowiem zupełnie oczywiste, z chwilą, gdy Raban był przede wszystkim mnichem, jego zainteresowanie celebracją liturgiczną. Nie oddawał się on jednak sztuce poetyckiej samej w sobie, lecz naginał sztukę i wszelki rodzaj wiedzy do pogłębiania Słowa Bożego. Z najwyższym więc zapałem i rygorem starał się wprowadzić swych współczesnych, ale przede wszystkim duchownych (biskupów, kapłanów i diakonów) w zrozumienie teologicznego i duchowego znaczenia wszystkich elementów sprawowania liturgii. Usiłował w ten sposób pojąć i przekazać innym treści teologiczne ukryte w obrzędach, odwołując się do Biblii i tradycji Ojców. Nie wahał się ujawniać, z uczciwości, ale także, by nadać większą wagę swym wyjaśnieniom, źródeł patrystycznych, którym zawdzięczał swoją wiedzę. Posługiwał się jednak nimi ze swobodą i uważnym rozeznaniem, rozwijając dalej myśl patrystyczną. Na przykład na zakończenie „Epistola prima”, skierowanej do diecezji mogunckiej, gdy już odpowiedział na prośbę o wyjaśnienie, jak postępować, poczuwając się do odpowiedzialności pasterskiej, stwierdził: „Napisaliśmy ci to wszystko tak, jak wywnioskowaliśmy to z Pisma Świętego i z kanonu Ojców. Ty jednak, prześwięty mężu, podejmuj swoje decyzje jak uważasz za stosowne, oceniając każdy przypadek, starając się powściągać swój osąd tak, aby zagwarantować we wszystkim dyskrecję, ponieważ to ona jest matką wszystkich cnót” (Epistulae, I, PL 112, zb. 1510 C). Widać tu kontynuację wiary chrześcijańskiej, mającej swe początki w Słowie Bożym; jest ona jednak zawsze żywa, rozwija się i wyraża w nowy sposób, zawsze zgodnie z całą konstrukcją, z całym gmachem wiary. Ponieważ integralną częścią liturgii jest Słowo Boże, jemu właśnie Raba Maur oddawał się z największym zaangażowaniem przez całe swe życie. Sporządził właściwe wyjaśnienia egzegetyczne do niemal wszystkich ksiąg biblijnych Starego i Nowego Testamentu z wyraźnym zamiarem duszpasterskim, co uzasadniał w takich słowach, jak następujące: „Napisałem to (..), zbierając wyjaśnienia i propozycje wielu innych, aby przysłużyć się biednemu czytelnikowi, który nie może mieć do dyspozycji wielu ksiąg, ale także po to, aby ułatwić tym, którzy nie są w stanie zgłębić wielu spraw, by zrozumieć znaczenia odkryte przez Ojców” (Commentariorum in Matthaeum praefatio, PL 107, zb. 727D). Rzeczywiście, komentując teksty biblijne, czerpał pełnymi garściami od Ojców starożytnych, ze szczególnym upodobaniem do Hieronima, Ambrożego, Augustyna i Grzegorza Wielkiego. Wyjątkowa wrażliwość duszpasterska sprawiła, że zajął się zwłaszcza jednym z najbardziej odczuwalnych przez wiernych i kapłanów problemów swoich czasów: Pokutą. Był bowiem autorem „Penitencjarzy”, jak je nazywał, w których, zgodnie z ówczesną wrażliwością, wyliczone były grzechy i stosowne kary, wykorzystując, na ile było to możliwe, uzasadnienia zaczerpnięte z Biblii, decyzje Soborów i Dekretalia papieży. Tekstami tymi posługiwali się również „Karolingowie” w swej próbie reformy Kościoła i społeczeństwa. Tym samym duszpasterskim celom służyły takie dzieła, jak „De disciplina ecclesiastica” i „De institutione clericorum”, w których, czerpiąc przede wszystkim od Augustyna, Raban wyjaśniał prostym ludziom i duchowieństwu swej diecezji podstawowe elementy chrześcijańskiej wiary: były to swego rodzaju małe katechizmy. Prezentację tego wielkiego „męża Kościoła” chciałbym zakończyć cytując jego słowa, które doskonale odzwierciedlają jego zasadnicze przekonania: „Kto zaniedbuje kontemplację («qui vacare Deo negligit»), sam pozbawia się wizji światłości Bożej; kto z kolei pozwala się w niedyskretny sposób opanować niepokojom i dopuszcza, by jego myśli uległy zalewowi spraw tego świata, skazuje się na całkowitą niemożność przeniknięcia tajemnic niewidzialnego Boga” (Lib. I, PL 112, zb. 1263A). Myślę, że Raban Maur kieruje te słowa także do nas dzisiaj: w czasie pracy, z jej gwałtownym rytmem, i w czasie wakacji musimy przeznaczyć chwile dla Boga. Otworzyć Mu nasze życie, kierując ku Niemu jakąś myśl, refleksję, krótką modlitwę, przede wszystkim zaś nie możemy zapominać o niedzieli jako Dniu Pańskim, dniu liturgii, aby w pięknie naszych kościołów, muzyki sakralnej i Słowa Bożego postrzegać samo piękno Boga, pozwalając Mu wejść w nasz byt. Tylko w ten sposób nasze życie staje się wielkie, staje się prawdziwym życiem.
Benedykt XVI przestrzegł przed wypaczaniem takich wartości, jak tolerancja, wolność czy dialog. Przypomniał, że bardzo łatwo można zniekształcić ich wymiar. Oto, w krótkich słowach, podstawowy zarys tego, co chciał powiedzieć św. Maksym. Widzimy, że naprawdę w grę wchodzi tu cała istota ludzka; tu leży cała kwestia naszego życia. Św. Maksym miał już problemy w Afryce, gdy bronił tej wizji człowieka i Boga; potem został wezwany do Rzymu. W roku 649 wziął czynny udział w Synodzie Laterańskim, zwołanym przez papieża Marcina I w obronie dwóch woli Chrystusa przed edyktem cesarza, który – pro bono pacis – zakazywał dyskusji w tej sprawie. Papież Marcin drogo musiał zapłacić za swą odwagę: chociaż był słabego zdrowia, aresztowano go i przywieziono do Konstantynopola. Osądzony i skazany na śmierć uzyskał zamianę kary na ostateczne zesłanie na Krym, gdzie zmarł 16 września 655 roku, po dwóch długich latach upokorzeń i później, w 662 roku, przyszła kolej na Maksyma, który – także sprzeciwiając się cesarzowi – nie przestawał powtarzać: „Nie można twierdzić, że w Chrystusie jest tylko jedna wola!” (por. PG 91, cc. 268-269). I tak wraz z dwoma swoimi uczniami – obaj mieli na imię Anastazy – Maksymowi wytoczono wyczerpujący proces, chociaż przekroczył już osiemdziesiąty rok życia. Sąd cesarski skazał go z oskarżenia o herezję na okrutne okaleczenie języka i prawej ręki – dwóch narządów, którymi, słowem i pismem, Maksym zwalczał błędne nauczanie o jedynej woli Chrystusa. W końcu święty mnich, tak okaleczony zesłany został do Kolchidy nad Morzem Czarnym, gdzie zmarł, wycieńczony doznanymi cierpieniami, w wieku 82 lat, 13 sierpnia tegoż roku o życiu Maksyma wspomnieliśmy o jego dziele literackim w obronie prawowierności. Odwołaliśmy się zwłaszcza do Dysputy z Pyrrusem, byłym patriarchą Konstantynopola: udało mu się w niej przekonać adwersarza o jego błędach. Z wielką uczciwością Pyrrus tak bowiem kończył Dysputę: „Przepraszam w imieniu własnym i tych, którzy mnie poprzedzili: z powodu niewiedzy doszliśmy do tych absurdalnych myśli i uzasadnień; proszę też, by się znalazł sposób na wymazanie tych absurdów, ocalając pamięć tych, co zbłądzili” (PG 91, c. 352). Zachowały się jeszcze dziesiątki ważnych dzieł, wśród których wyróżnia się Mystagogia – jedno z najbardziej znaczących pism św. Maksyma, które stanowi dobrze ułożoną syntezę jego myśli św. Maksyma nie jest nigdy wyłącznie teologiczna, spekulatywna, skupiona na samej sobie, gdyż stale jej punktem docelowym jest konkretna rzeczywistość świata i jego zbawienia. W tym kontekście, w którym musiał cierpieć, nie mógł uciec w teoretyczne jedynie stwierdzenia filozoficzne; musiał szukać sensu życia, zadając sobie pytanie: kim jestem, czym jest świat? Człowiekowi, stworzonemu na Jego obraz i podobieństwo, Bóg powierzył misję zjednoczenia wszechświata. I tak jak Chrystus zjednoczył w sobie istotę ludzką, w człowieku Stwórca zjednoczył kosmos. Pokazał nam, jak zjednoczyć kosmos we wspólnocie z Chrystusem i w ten sposób rzeczywiście dojść do odkupionego świata. Do tej potężnej wizji zbawienia odwołuje się jeden z największych teologów XX wieku Hans Urs von Balthasar, który – „lansując na nowo” postać Maksyma – określa jego myśl obrazowym wyrażeniem „Kosmische Liturgie” – „liturgii kosmicznej”. W centrum tej podniosłej „liturgii” pozostaje zawsze Jezus Chrystus, jedyny Zbawiciel świata. Skuteczność Jego zbawczego działania, które ostatecznie zjednoczyło wszechświat, gwarantuje fakt, że choć jest we wszystkim Bogiem, jest także w pełni człowiekiem – włącznie z „energią” i wolą i myśl Maksyma pozostają przemożnie oświetlone ogromną odwagą w dawaniu świadectwa integralnej rzeczywistości Chrystusa, bez jakiegokolwiek pomniejszania czy kompromisu. I tak jawi się, kim naprawdę jest człowiek, jak mamy żyć, by odpowiedzieć na nasze powołanie. Mamy żyć zjednoczeni z Bogiem, aby tym samym być zjednoczonymi z sobą i z wszechświatem, nadając jemu samemu i ludzkości właściwą postać. Uniwersalne „tak” Chrystusa pokazuje nam także wyraźnie, jak prawidłowo umieścić wszystkie inne wartości. Myślimy o wartościach słusznie dziś bronionych, jak tolerancja, wolność, dialog. Jednakże tolerancja, która nie będzie potrafiła odróżniać dobra od zła, stałaby się chaotyczna i samoniszcząca. Tak samo wolność, która nie szanowałaby wolności innych i nie znajdowała wspólnej miary dla naszych indywidualnych swobód, stałaby się anarchią i zniweczyłaby autorytety. Dialog, który nie wie już, czego dotyczy, staje się próżną pogawędką. Wszystkie te wartości są wielkie i podstawowe, ale mogą pozostać prawdziwymi wartościami tylko wtedy, gdy mają punkt odniesienia, który je łączy i nadaje im prawdziwą autentyczność. Tym punktem odniesienia jest synteza między Bogiem a wszechświatem, jest nim postać Chrystusa, w której uczymy się prawdy o nas samych i tym samym uczymy się, gdzie umieścić wszystkie inne wartości, abyśmy odkryli ich prawdziwe znaczenie. Jezus Chrystus jest punktem odniesienia, który oświetla wszystkie inne wartości. Oto jest punkt docelowy świadectwa tego wielkiego Wyznawcy. I tak, na koniec, Chrystus wskazuje nam, że wszechświat ma stać się liturgią, chwałą Boga i że adoracja to początek prawdziwej przemiany, prawdziwej odnowy chciałbym zakończyć podstawowym fragmentem z dzieł św. Maksyma: „Adorujemy jednego tylko Syna, wraz z Ojcem i z Duchem Świętym, jak przed czasem, tak i teraz i po wszystkie czasy i na czasy po czasach. Amen!” (PG 91, c. 269).
audiencja generalna jak się dostać